BAZA – SIEKIERKI
Wystawa fotografii Jerzego Rogali - Lewickiego z lat 1982 – 85

Na początku powstawania osiedla na Siekierkach było marzenie. Marzenie o tanim budownictwie, o realizacji innowacyjnych pomysłów, o idealnym domu. Działania grupy zapaleńców przypadły na burzliwy czas Solidarności, lata 1980- 1981. W wielką historię wplotła się mała historia, ludzie chcieli być jej podmiotem. Do dwunastu członków założycieli, w budowie swego miejsca na ziemi, dołączyli następni z pasją, chęciami, zdecydowani na podejmowanie trudnych zadań. Marzenia zaczęły się realizować.
Wystawa BAZA – SIEKIERKI jest opowieścią o początkach budowy. Składają się na nią fotografie Jerzego Rogali – Lewickiego i dokumenty z tamtego pionierskiego okresu. Wystawę przygotowała Grupa Artystyczna” Święto kobiet”, czyli mieszkanki osiedla, Iwona Maj i Iga Sturlis.























JAK POWSTAŁA SPÓŁDZIELNIA „ELSAM” ?
Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku – jako pracownik Zakładu Prakseologii* Polskiej Akademii Nauk – prowadziłem w Najwyższej Izbie Kontroli kursy zastosowań informatyki w badaniach kontrolnych. Lektorem języka angielskiego na tych kursach był Krzysztof Przybylski. Współpracowałem z Krzysztofem opracowując program wykorzystania audiowizualnych laboratoriów do nauki różnych fragmentów wiedzy pamięciowej. Miejscem spotkań kilkuosobowej grupy zainteresowanej tą sprawą był pokój wynajęty w mieszkaniu Pana Szczepana Kamińskiego przy ul. Grażyny w Warszawie.
Któregoś popołudnia Pan Szczepan wrócił do domu w radosnym nastroju z niewielkim lnianym woreczkiem pełnym monet i pochwalił się, że w takiej postaci otrzymał wypłatę od proboszcza kościoła budowanego w Zielonce Bankowej koło Rembertowa (według projektu i pod nadzorem Michała Sandowicza). Wypłata ważyła około dwóch kilogramów aluminiowych złotówek. Poza woreczkiem z monetami miał ze sobą także reklamówkę z kilkoma butelkami piwa. Popijając, słuchaliśmy Pana Szczepana, jak pomstował na panujące w Polsce przepisy, uniemożliwiające zdolnym inżynierom przebić się z pomysłami, które mogą radykalnie zmienić sytuację w budownictwie mieszkaniowym.
Tego dnia po raz pierwszy dowiedziałem się o Michale Sandowiczu i jego nowatorskiej metodzie budowania domów z wykorzystaniem uniwersalnego elementu z siatkobetonu. System ELSA** nie interesował ówczesnych przedsiębiorstw budowlanych, bo był za tani !!! Wycenę prac w budownictwie (od projektu do protokołu odbioru budynku) dokonywało się w tamtych czasach poprzez procentowe „narzuty” na cenę materiałów budowlanych; czyli im były droższe, tym więcej zarabiali uczestnicy procesu inwestycyjnego.
Zaniepokoił mnie ten kolejny absurd naszej ówczesnej rzeczywistości tym bardziej, że kilka dni wcześniej zakładałem mojemu synowi książeczkę mieszkaniową, wpisując Go tym samym w dwudziestoletnią kolejkę oczekujących na mieszkanie spółdzielcze. Poprosiłem Pana Szczepana o numer telefonu Michała Sandowicza.
Na spotkanie z Michałem pojechałem do Klubu mieszczącego się w Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej. Opowiedział mi o różnych zastosowaniach siatkobetonu i o systemie ELSA. Dość sceptycznie podchodził do szansy zorganizowania zespołu osób chętnych do podjęcia wysiłku sprawdzenia tego systemu w praktyce, ponieważ — jak szczerze uprzedzał — eksperyment jest zwykle droższy od stosowania sposobów i materiałów tradycyjnych. Postanowiłem jednak zorientować się, jak moi koledzy zareagują na pomysł budowy domów z wykorzystaniem siatkobetonu.
Pierwszy zainteresował się sprawą Henryk Smętkowski, pracownik politechnicznego Instytutu Elektroniki), którego miałem zaszczyt poznać kilku lat wcześniej. Kawalerka na osiedlu przy ul. Granicznej nie mogła satysfakcjonować bardzo aktywnego i twórczego inżyniera, który bez pracowni wypełnionej specjalistyczną aparaturą, dostępną o każdej porze dnia i nocy, czuł się niezbyt komfortowo. Prowadził wówczas pierwsze badania nad własną konstrukcją wykrywacza metali (dzisiaj jest to kultowy w Polsce produkt, wykorzystywany nie tylko przez „poszukiwaczy skarbów”.
Drugim zainteresowanym był Andrzej Olearski, absolwent Politechniki, pracownik handlu zagranicznego, z którym miałem okazję współpracować w Komendzie Chorągwi Mazowieckiej ZHP na początku lat sześćdziesiątych.
Poinformowałem Michała o pierwszych, pozytywnych reakcjach na propozycję eksperymentalnego budowania domów. On także wymienił kilka osób zainteresowanych naszą inicjatywą. Umówiliśmy się, że do intensywnych działań przystąpię po powrocie z Bułgarii, dokąd w listopadzie 1979 roku wyjeżdżałem służbowo na trzy miesiące.
Po powrocie pierwszy kontakt z Michałem był dla mnie prawdziwym szokiem. Okazało się bowiem, że Pan Michał Sandowicz stał się aktywnym działaczem nowej spółdzielni o nazwie „Idealne Mieszkanie”, która właśnie powstawała w Politechnice Warszawskiej i miała zrzeszać wyłącznie pracowników Politechniki. Na szczęście nieustająca perswazja oraz brak pewności, czy uda się w tej nowej spółdzielni sprawdzić technologię siatkobetonową — przekonały Michała do realizacji naszego pierwotnego planu.
W małym mieszkanku Andrzeja Olearskiego przy ul. Orlej w Warszawie odbyliśmy długie spotkanie z Michałem, który tym razem dokładniej opowiedział o swoim systemie np. że można elementy ELSA wykonać na placu budowy, że szkielet nośny budynku oraz stropy z elementów siatkobetonowych można zmontować bez ciężkiego sprzętu budowlanego itp. Spotkanie zakończyło się w optymistycznym nastroju. Postanowiliśmy zorganizować Spółdzielnię Budowy Domów Siatkobetonowych z programem budowy eksperymentalnego osiedla na 12 - 20 domów.
Pod koniec roku 1980 postanowiłem sformalizować nasze działania i wraz z kolegami Smętkowskim i Olearskim wystąpiliśmy do Wydziału Doświadczalnego Siatkobetonu PW z pisemną propozycją podjęcia próby sprawdzenia w praktyce systemu ELSA …ale pod warunkiem przystąpienia do organizowanej Spółdzielni zarówno Autora systemu, jak i kilku Jego współpracowników, którzy gotowi są swoim udziałem gwarantować bezpieczeństwo i niezawodność nowej technologii. W marcu 1981 roku Michał Sandowicz oficjalnie zgodził się na podjęcie eksperymentu, zaakceptował nasze warunki i wstępnie rekomendował do zespołu Zygmunta Michnowskiego, Stanisława Kamińskiego oraz Zdzisława Woźniaka. Od tego czasu działaliśmy oficjalnie w siedzibie Wydziału Siatkobetonu przy ulicy Warskiego w Warszawie.
28 kwietnia 1981 r. mieliśmy pierwsze zebranie organizacyjne grupy założycielskiej, która powiększyła się o Mieczysława Pryszanowa i Henryka Kubiaka.
Rozpoczęliśmy intensywne przygotowania niezbędnej dokumentacji (Program, Statut, wnioski o stosowne uchwały Stołecznego i Centralnego Związku Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego na temat celowości założenia Spółdzielni itp.). Wiele czasu zajęło także zapewnienie organizowanej Spółdzielni takich niezbędnych „drobiazgów”, jak numer statystyczny GUS, konto bankowe, regulaminy wewnętrzne, a także logo, stemple, papier firmowy itp, (które dzisiaj nie sprawiają żadnego problemu, a w tamtych czasach wymagały spełnienia licznych formalnych procedur, ze zgodą cenzury włącznie).
Oficjalne poszukiwanie terenu rozpoczęliśmy od rozmów z poszczególnymi Urzędami Dzielnicowymi Warszawy. Korzystaliśmy też z ogłoszeń prasowych i osobistej penetracji różnych warszawskich dzielnic i podwarszawskich miejscowości (na „linii otwockiej” oraz w Milanówku, Leśnej Podkowie i Nadarzynie).
Po bezskutecznych wizytach i rozmowach doszło dnia 7 maja 1981 roku (z inicjatywy Stanisława Kamińskiego) do spotkania z ówczesnym Prezydentem Warszawy Jerzym Majewskim, który zaakceptował nasz doświadczalny program. Dostrzegł w nim szansę uporządkowania wielu zaniedbanych fragmentów miasta (poprzez rozpowszechnienie naszych doświadczeń) i objął patronatem naszą inicjatywę. Według Prezydenta najlepszą lokalizacją dla doświadczalnego osiedla były okolice Stałej Wystawy Budownictwa BUDEXPO przy ulicy Bartyckiej. Osiedle nasze, jako przykład nowych metod budowania domów, miało być przedłużeniem istniejącej ekspozycji.
Dnia 16 czerwca 1981 roku odbyło się Zebranie Założycielskie Spółdzielni Budowy Domów Siatkobetonowych ELSAM. W zebraniu uczestniczyli (wymieniam w porządku alfabetycznym): Stanisław Kamiński, Ryszard Kowalski, Henryk Kubiak, Henryk Lewandowski, Zygmunt Michnowski, Andrzej Olearski, Leon Podlasiński, Mieczysław Pryszanow, Michał Sandowicz, Henryk Smętkowski oraz Zdzisław Woźniak.
Dokonaliśmy wyboru Zarządu w składzie: Henryk Lewandowski (Prezes), Ryszard Kowalski i Zygmunt Michnowski (Zastępcy Prezesa). W skład Komisji Rewizyjnej wybrani zostali: Michał Sandowicz (Przewodniczący), Andrzej Olearski (Zastępca Przewodniczącego), Mieczysław Pryszanow (Sekretarz) oraz Leon Podlasiński.
Przyjęliśmy unikalne zadania statutowe, z których najważniejsze, to:
- wdrożenie nowych, energo- i materiało-oszczędnych technologii budowania domów ze szczególnym uwzględnieniem lekkiej prefabrykacji siatkobetonowej;
- szerokie rozpowszechnianie sprawdzonych na naszym osiedlu optymalnych rozwiązań konstrukcyjnych, materiałowych i organizacyjnych;
- prowadzenie pomocniczej produkcji wybranych elementów budowlanych;
- realizowanie budowy tak zwanym systemem gospodarczym, czyli bez angażowania firm budowlanych (z wyjątkiem tych prac, do których wykonania potrzebne są uprawnienia jak np. instalacje gazowe, czy elektryczne).
Członkowie – założyciele podpisali Statut. W ten sposób zakończone zostały wszystkie przewidziane prawem czynności, które upoważniały do złożenia w Sądzie dokumentów rejestracyjnych. Ostatecznie Spółdzielnia została zarejestrowana 15 września 1981 roku (Dział A-„RS” XIV 1510 str. 25).
Program Spółdzielni poza systemem ELSA obejmował kilka innych nowatorskich rozwiązań technologicznych: Zygmunt Michnowski stworzył sobie szansę wdrożenia autorskiego systemu MURSA-ZM, (nad którym pracował w ramach Programu Rządowego PR-5), Pani Stefania Radzikowska realizowała technologię promowaną przez INWESTPROJEKT, a Teodor Zep i Stanisław Kamiński „odświeżyli” rewelacyjną, ale zapomnianą technologię TZ-K, którą wykorzystano kilkadziesiąt lat wcześniej do budowy osiedla pracowników Wojskowej Akademii Technicznej na Bemowie.
Zarząd Spółdzielni pod moim kierownictwem działał do połowy 1983 roku. W tym okresie zapewniliśmy (wraz z bardziej aktywnymi założycielami Spółdzielni i kandydatami na członków) nie tylko rejestrację Spółdzielni, ale także kredyt bankowy na sfinansowanie zaplecza budowy. Przede wszystkim jednak odkupiliśmy od Ośrodka Postępu Technicznego NOT dzierżawę wieczystą terenu, czyli zapewniliśmy wszystkie warunki niezbędne do rozpoczęcia inwestycji.
Zrezygnowałem z kierowania Zarządem Spółdzielni, kiedy na teren budowy mogli wkroczyć Autorzy nowatorskich metod budowania. Prezesem Zarządu został wówczas Michał Sandowicz i kierował Spółdzielnią ELSAM do czerwca 1994 roku, kiedy z wydzielonej części Osiedla (obejmującej domy jednorodzinne) powstała Spółdzielnia „Ku Wiśle”.
Pośród najważniejszych sukcesów naszego eksperymentu mogę wymienić to, że Osiedle powstało – czyli, że można osiągnąć w zasadzie każdy cel, jeżeli działa się w grupie osób odpowiednio zmotywowanych. Wystarczy zjednoczyć wysiłki i działać w sposób zorganizowany – umiejętnie łącząc realizację celu głównego z osobistym interesem każdego członka zespołu.
Niestety, muszę także odnotować niepowodzenia. Przede wszystkim nie udało się upowszechnić naszych pozytywnych doświadczeń. Większość mieszkańców naszego Osiedla – po zbudowaniu własnych domów – nie była zainteresowana przekazywaniem wypracowanych przez nas wzorców… Nie powstały w najbliższym otoczeniu małe spółdzielnie mieszkaniowe, które mogły zmienić Siekierki w „Saską Kępę” lewobrzeżnej Warszawy. Henryk Lewandowski
(Czerwiec 2013) *) Prakseologia jest nauką o skutecznym działaniu. Jej wybitnym twórcą był Profesor Tadeusz Kotarbiński.
**) Nazwę tworzą pierwsze litery słów: ELement SAndowicza.

* * * 13 grudnia 1981 roku władze wprowadziły w Polsce „stan wojenny”. Ze strategicznych instytucji, takich jak Polskie Radio i TV, urlopowano pracowników, aby po kilku miesiącach wezwać ich przed komisję i sprawdzić lojalność wobec władz i polityki.
Grupa spikerów Polskiego Radia wyszła po spotkaniu w kiepskich nastrojach. Ich dalsze losy w Radiu zależały od konfidentów i entuzjastów opresyjnego systemu.
Hania, prezenterka radiowa o pięknym, spokojnym głosie, zaprosiła wszystkich do siebie. Obiecała, że poczęstuje herbatą i pokaże nowy obraz Henryka Wańka.*
Do grupy dołączył mąż Hani, który właśnie wrócił z zebrania założycielskiego Spółdzielni Mieszkaniowej pracowników Politechniki. Żartobliwie zapytał Hanię, czy by chciała mieć w gronie sąsiadów kogoś znajomego.
Hania propozycję potraktowała serio i zwróciła się do mojego męża : Przecież ty nie masz mieszkania!
Istotnie byliśmy bezdomni, zmienialiśmy często wynajmowane pokoje. Mój mąż uchwycił się tego pomysłu, uchwycił się profesora K., jednego z członków założycieli Spółdzielni, która na początku istnienia nazywała się ELSAM.
Po latach pracy i wyrzeczeń zamieszkaliśmy we własnym domu, na przyjaznym osiedlu.

Hania i jej małżonek pozostaną w pamięci naszej rodziny. Zapamiętamy również, towarzyszący temu zdarzeniu metaforyczny obraz Henryka Wańka.
Iga Sturlis Warszawa, wrzesień 2013
*)Henryk Waniek wypowiada się głównie w malarstwie olejnym i rysunku. Komponuje on swoje symetryczne i koncentryczne obrazy z tradycyjnych atrybutów magii: okien, kielichów, drabin, diabłów, tęczy, spadających gwiazd. Jego prace są pełne są symboliki, alegorii i metafor. Odbiorca jego obrazów jest wprowadzany w nadrealny świat, po którym autor wiedzie go tropem historii, filozofii i alchemii.

MAGIC TREE I think that almost every kid has his magical place. It can be a secret place that children know by themselves, or one they share with their friends. It’s a place where they feel comfortable, safe, happy and free to do what they really want to. It's always a good memory that stays in our minds till we get old and get sclerosis.
When I was younger, I used to believe that a tree near my house, in my neighbor’s garden was magical. After school, my friends and I always went there to climb on it. We could sit on that tree for hours… We talked, played games, and when those games had “agents” or “detectives”, that tree was our “base”. We were growing, and so was the tree, but later it got sick, and our neighbors had to cut it down.
We could say that the tree was uniting us, so when they cut it down, our friendships broke. We don’t see each other anymore, we don’t talk. We don’t meet, we don’t play, everything finished….
They magic that was in the tree united us, so now, when the tree is gone, then the magic is gone too.
Nela Kręglicka

O MICHALE SANDOWICZU
Do Spółdzielni Budowy Domów Siatkobetonowych ELSAM zostałam wprowadzona przez Małgosię, przyjaciółkę i też architektkę.
Spełniwszy formalności stałam się 108 członkiem Spółdzielni.
Wymagane godziny pracy na rzecz spółdzielni zbierałam robiąc projekty (dokumentację architektoniczno - budowlaną) dwóch z trzech „gronek” (gronko - zespół 7-8 domów szeregowych, w spółdzielni jest 9 gronek), których koncepcje zaproponował MICHAŁ SANDOWICZ, prezes i założyciel Spółdzielni. MICHAŁ SANDOWICZ na marginesie kontaktów zawodowych snuł opowieści i roztaczał wizje z różnych dziedzin swojego bogatego i aktywnego życia.
MICHAŁ SANDOWICZ najważniejsza osoba w spółdzielni. Podbijał świat swoim entuzjazmem. Zarażał zapałem. Potrafił obserwować i słuchać. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Przy tym nie pozował, nie grał. Był prawdziwy. Potrafił spełniać marzenia, pomagać potrzebującym. Liczba jego wielbicieli była wprost proporcjonalna do rozczarowanych, zawiedzionych.
MICHAŁ SANDOWICZ zbudował Instytut Siatkobetonu Politechniki Warszawskiej na Warszawskim Mokotowie. Siatkobeton to materiał, z którego Sandowicz (z grupą współpracowników) tworzył obiekty przestrzenne o wyszukanych formach, różnej wielkości: muszle koncertowe, kaplice w kształcie spiralnych piramid, łodzie… Stworzył też system konstrukcyjny ELSA (element Sandowicza), który miał być wykorzystany przy budowie naszego osiedla. Stąd nazwa spółdzielni ELSAM. Stąd siatkobeton w nazwie.
MICHAŁ SANDOWICZ postawił na naszym osiedlu kapliczkę z figurką Świętego Jana Nepomucena. Mieszkamy na terenie zalewowym, nad Wisłą. Święty już kilka razy ochronił nas przed powodzią.
MICHAŁ SANDOWICZ - kolędnik. Zdarzało się, że w przedświąteczny wieczór Michał, w przebraniu, z gwiazdą własnej konstrukcji, odwiedzał sąsiadów. Składał świąteczne życzenia, śpiewał kolędy.
MICHAŁ SANDOWICZ był twórcą obiektów sakralnych. Dwa razy znalazłam się w gronie osób, które towarzyszyły mu w spotkaniu ze zleceniodawcami projektów na budowę lub rozbudowę kościołów. Michał umiał korzystać z dobrych wzorów. Zbierał opinie i uwagi różnych osób, szukał inspiracji, znajdował istniejące obiekty, które przeskalowane i ubrane w detal lub uproszczone, stawały się podstawą jego rozwiązań koncepcyjnych.
MICHAŁ SANDOWICZ to Łemko, wnuk świętego kościoła prawosławnego, męczennika Maksyma Sandowicza, działacz łemkowski, autor pieśni łemkowskich. Dzięki niemu wprowadzono język łemkowski w szkołach, w tych rejonach Polski, gdzie mieszkają Łemkowie.
MICHAŁ SANDOWICZ - polityk, kandydował w wyborach na prezydenta RP w 1993 roku.
Opuściłam osiedle na 6 lat. W 2001 roku, po powrocie, spotkałam MICHAŁA SANDOWICZA na nocnym spacerze z psem. Czekał na swoją starą suczkę Bertę przy bramie ul. Ponikowskiego: - Skoro wróciłaś – powiedział (gdy mnie zobaczył) – to powinnaś wiedzieć, że psy wyprowadzamy na „gówniankę”, a zakupy robimy u „Sknerusa”. Berta przeżyła swojego pana. Michał zginął w 2003 roku.
29 grudnia będzie 10 rocznica śmierci MICHAŁA SANDOWICZA. Wprowadziłam do wyszukiwarki internetowej jego imię i nazwisko. Tylko na stronach Łemków i prawosławnych pokazały się wzmianki.
Iwona Maj Warszawa, wrzesień 2013

REGINA SYNORADZKA
Jestem 108 członkiem Spółdzielni Budowy Domów Siatkobetonowych ELSAM. Od 1986 roku uczestniczyłam w dziesiątkach zebrań członków Spółdzielni, ale o tym, że Renia Synoradzka jest moją sąsiadką dowiedziałam się 5 lat później. REGINA SYNORADZKA, wielokrotna mistrzyni Polski w skokach do wody, reprezentantka Polski na olimpiadzie w Monachium w 1972 roku, pracownik Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Warszawskiej, prowadziła zajęcia dla studentów w basenie WKS Legia (już nieistniejącym). Przez kilka semestrów, jako studentka Wydziału Architektury chodziłam na te zajęcia. Pani Synoradzka sprawiła, że woda stała się moim żywiołem, nauczyła mnie porządnie pływać, skakać „na główkę”. W indeksie mam wiele jej wpisów. Najcenniejsze są dwa, z pierwszego semestru roku akademickiego 1982/83. 13 grudnia 1981 roku w Polsce został wprowadzony stan wojenny. Zostałam internowana za działalność opozycyjną. Byłam jedyną studentką PW zamkniętą w obozie dla internowanych (w areszcie śledczym Olszynka Grochowska, od połowy stycznia 1982 roku w obozie dla internowanych kobiet w Gołdapi). Siedziałam od 13.12.1981 do 13.06.1982 roku. Straciłam jeden rok studiów, szczęśliwie przyznano mi urlop dziekański. W październiku 1982 wróciłam na studia. W sesji wrześniowej zdążyłam uzupełnić zaległości. Brakowało mi jednego zaliczenia: Wychowania Fizycznego z poprzedniego semestru. Musiałam zaliczyć dwa WF-y w jednym semestrze. Szef katedry WF Politechniki nie wyraził zgody. Brak tego zaliczenia byłby podstawą do skreślenia mnie z listy studentów. Pomogła mi Renia, przyjęła mnie na drugie zajęcia, mimo negatywnej decyzji szefa.
To jeszcze nie koniec.
Od 2001 roku mieszkam w S.D.J. „Ku Wiśle”. Przyłączyłam się do dwóch biegających nad Wisłą, sąsiadek. Jedną z nich była Renia. To ona prowadziła nasz codzienny trening. Biegam do dziś. Jest to dla mnie metoda na rozładowanie stresów i na zdrowsze życie. W czasie biegania mam najlepsze pomysły. Problemy rozwiązują się same, gdy pozytywnie ocenia się otoczenie i własne możliwości. To wszystko zawdzięczam Reni, naszej sąsiadce z ul. Ponikowskiego.
Iwona Maj Warszawa, wrzesień 2013