ŚWIĘTA CODZIENNOŚĆ
Joannę Wojtkiewicz poznałyśmy, przygotowując wystawę "Jestem". Okazało się, że Joanna fotografuje. Pierwszy aparat fotograficzny dostała na Komunię św. i tak się zaczęło. Aparat "druh" i "zorkę "przechowuje do dziś w kuferku pamięci. Joanna nie jest łowczynią sensacji, nie biega za celebrytami, nie poluje na rzadkiego ptaka, nie reżyseruje nowej rzeczywistości, nie eksperymentuje z obrazem. Jest rejestratorką świętej codzienności i wywabionego z niej piękna, które daje wyciszenie oraz refleksję. Jeżeli łowi to epifaniczne chwile, które niepostrzeżenie przeminą: zachodzące za łukami akweduktu słońce, mknących na motorze młodych ludzi, którzy znikną za kadrem obrazu wraz ze swoją młodością, niebo po burzy nad pospiesznie opuszczoną dekoracją do obrzędu, emanującą ciszę tajemniczego ogrodu lub jeziora, jak z filmów s.f. Z uwagą i miłością wpatruje się w oczy swojego psa, ale przy okazji, tak kieruje obiektyw, aby zarejestrować niepozorny rumianek wyrosły na chwilę. Motywy jej zdjęć zadomowiły się w społecznej pamięci i artystycznych zachwytach. Znajdziemy je u wielkich malarzy: Turnera, Matissa, Fałata czy Wyczółkowskiego. Siła tych zdjęć polega na naturalnej kompozycji i pewności siebie w wyborze obiektu. Joanna nie planuje, nie przycina w komputerze. Ona wie, w chwili kierowania obiektywu, co wybrać i jak pokazać. Robi to z matematyczną precyzją. Wszystkie kadry zdjęć wypatrzyła wśród tysięcy obrazów, idących w pochodzie przed jej zachłannym obiektywem. Zatrzymała w czasie miejsca i widoki, które po zamknięciu przesłony, zmienią całkowicie jakość, poddając się naporowi czasu, ruchu i entropii. Ponieważ Joanna fotografuje od zawsze - jak powiedział jej mąż Ryszard - bogate archiwum mieści małe zdarzenia, które składają się na każdą wielką Historię. Przywiązanie do życia, emanujące z prac Joanny, opisuje ją całą, z oddaniem drugiemu człowiekowi, z pochyleniem się nad niedoskonałym światem, który tylko na chwilę pozwala się zaskoczyć w pięknie, spokoju i harmonii.
Iwona Maj , Iga Sturlis